Varnheim – ciemna strona komina

Pierwszy raz zespół Varnheim usłyszałem podczas koncertu, który odbył się w Płockim Ośrodku Kultury i Sztuki w styczniu 2017 roku. Powiem szerze, że był dla mnie totalną niewiadomą i nawet nie wiedziałem jaki styl muzyczny reprezentują. Tak naprawdę wpadłem obejrzeć zespół Leshy, który był głównym daniem tego wieczoru. Koncert zespołu Varnheim wbił mnie w ziemię. Na serio nie spodziewałem się, że w Płocku jest ekipa zupełnie nieznanych mi młodych ludzi, którzy tworzą tak oryginalną muzykę. Osobiście nie znam się zbytnio na gatunku, który reprezentują, a który mógłbym określić jako black metalowy walec, ale kapela kupiła mnie swoją oryginalnością i przede wszystkim wyczuwalną autentycznością. Od samego początku do końca zespół wprowadza w hipnotyzujący klimat, a poprzez rozbudowane kompozycję muzyka trwa, trwa i trwa sprawiając wrażenie, że płynie w nieskończoność. Są momenty wyciszenia z nastrojowymi melodiami granymi przez gitarzystów, by znowu rozpędzić niszczący wszystko na swojej drodze walec. Wszystko jest na swoim miejscy. Dobre, tłuste dźwięki grane przez basistę Sebastiana, gęste riffy i emocjonalnie wykrzyczane słowa z ust wokalisty Patryka, klimatyczne melodie grane przez gitarzystę Mateusza oraz potężne brzmienie perkusji zarządzanej przez Pawła, który wie kiedy rozpędzić maszynę, a kiedy ją okiełznać.

Zespół aktualnie pracuje nad drugą płytą. W marcu zakończył rejestrację materiału w podwarszawskim Heinrich House Studio. W chwili obecnej (czerwiec 2020) materiał jest miksowany przez Filipa Hałuchę (m.in. byłego basistę zespołu Decapitated). Jak przyznaje Patryk (wokalista i gitarzysta Varnheim) „już na etapie samych nagrań album brzmi zajebiście… nasz materiał na płycie zabrzmi dużo ciężej niż na koncertach, bo Heniek to basowy Jedi”. Także z wielką niecierpliwością czekam na rezultaty tej nagrywki. Zanim zespół uraczy nas dźwiękami ze swojego nowego LP zapraszam Was do obejrzenia nagrania z ich koncertu, które poczyniłem w lutym 2020 roku w płockim Rock’69.